Sekcja główna
Wyjazdowe niespodzianki
Odkąd fotografuję, każdy mój wyjazd to masa nowych zdjęć. Jakiś czas temu postanowiłem jakoś uporządkować swoją kolekcję zdjęć turystycznych i zacząłem ją również uzupełniać. Podróże to jakby kolejna część składowa mojej fotograficznej pasji. Wszędzie, dokąd jadę, chcę koniecznie zrobić dobre zdjęcia. Zwłaszcza, jeżeli nie wiadomo kiedy tam znów trafię. Niestety czasami zdarzają się niespodzianki i nie zawsze są miłe. Mogą jednak stać się okazją do zrobienia zdjęć niemożliwych do zrobienia w innych sytuacjach. Przykład poniżej.Więcej… Dodaj komentarz
Jak przerodziłem się w koncertowe zwierzę
Jeszcze zanim zrezygnowałem z fotoreporterskiego biegania, trafiłem z aparatem na koncert. Pierwszy, jaki fotografowałem, jakoś specjalnie mnie nie poruszył. Bakcyla złapałem dopiero, gdy pojechałem na Metalmianię 2005 do Katowic. To była muzyka najbliższa moim gustom, więc czułem się tam doskonale. 14 godzin muzyki i 11 sfotografowanych koncertów. To właśnie tam zachorowałem na koncertomanię. Widzieć każdy grymas twarzy artysty, każdą kroplę potu, każde uderzenie w struny gitary. Muzyka na żywo to zupełnie inne przeżycie niż słuchanie w domu.Jerzy Kryszak i balans bieli
Ostatnio miałem okazję być na kameralnym występie Jerzego Kryszaka. Ale nie o występie chcę pisać lecz o balansie bieli. Pierwszy raz szara karta do balansu bieli przydała mi się przy zdjęciach scenicznych. Oświetlenie było fajne dla oglądających, ale fotograficznie było fatalne. Jerzego Kryszaka oświetlało słabe, żółte światło.Sezon na burze
Pamiętam, jak byłem dzieckiem bałem się strasznie burzy. Przerażały mnie nie tyle grzmoty, co błyskawice. Jednak ta sytuacja z czasem się zmieniła. Strach przeszedł i burze były mi obojętne.Jakieś 10 lat temu podczas wakacji pojechałem wspinać się w skały Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Mieszkając w namiocie w dość wysoko położonym miejscu, przeżyłem jedne z najbardziej przerażających burz w swoim życiu. Fotograficzne zaćmienie Słońca
Był 11 sierpnia 1999 roku. Dzień zaćmienia Słońca. Nie nastawiałem się na jego fotografowanie. Nie wiedziałem jak się za to zabrać. Nie miałem potężnych obiektywów, specjalistycznych filtrów ani nadmiaru gotówki na eksperymenty. To były czasy, kiedy nikomu nie marzyły się jeszcze aparaty cyfrowe i każde "pstryknięcie" było wydatkiem. Miałem zamiar tylko spokojnie obejrzeć zjawisko, jednak gdy przedstawienie się zaczęło, nie wytrzymałem. Miałem pod ręką tylko dwa filmy.
Zawsze z aparatem
Często ludzie pytają mnie, dlaczego zawsze chodzę z aparatem. Czasami już nie chce mi się odpowiadać i mówię "bo tak". Ale chwilę później jednak tłumaczę |



Odkąd fotografuję, każdy mój wyjazd to masa nowych zdjęć. Jakiś czas temu postanowiłem jakoś uporządkować swoją kolekcję zdjęć turystycznych i zacząłem ją również uzupełniać. Podróże to jakby kolejna część składowa mojej fotograficznej pasji. Wszędzie, dokąd jadę, chcę koniecznie zrobić dobre zdjęcia. Zwłaszcza, jeżeli nie wiadomo kiedy tam znów trafię. Niestety czasami zdarzają się niespodzianki i nie zawsze są miłe. Mogą jednak stać się okazją do zrobienia zdjęć niemożliwych do zrobienia w innych sytuacjach. Przykład poniżej.
Jeszcze zanim zrezygnowałem z fotoreporterskiego biegania, trafiłem z aparatem na koncert. Pierwszy, jaki fotografowałem, jakoś specjalnie mnie nie poruszył. Bakcyla złapałem dopiero, gdy pojechałem na Metalmianię 2005 do Katowic. To była muzyka najbliższa moim gustom, więc czułem się tam doskonale. 14 godzin muzyki i 11 sfotografowanych koncertów. To właśnie tam zachorowałem na koncertomanię. Widzieć każdy grymas twarzy artysty, każdą kroplę potu, każde uderzenie w struny gitary. Muzyka na żywo to zupełnie inne przeżycie niż słuchanie w domu.


Często ludzie pytają mnie, dlaczego zawsze chodzę z aparatem. Czasami już nie chce mi się odpowiadać i mówię "bo tak". Ale chwilę później jednak tłumaczę

