Jak fotografować koncerty?
| Ludzie listy piszą |
O tym jak dostać akredytację, jak fotografować i czy to jest łatwe czy trudne, czyli jak w praktyce ugryźć fotografię koncertową?
Witam, mam do Pana jedno pytanie. Debiutuję jako fotograf. Zbliża się open'er festival a ja bardzo bym chciała móc znaleźć się tam w charakterze fotoreportera. Uważam, że byłaby to dla mnie świetna okazja do przećwiczenia i pokazania swoich umiejętności. Wiem, że do akredytacji potrzebna jest legitymacja prasowa. Zwracam się więc do Pana, jako do doświadczonego fotografa z prośbą o informacje na ten temat. Jeszcze nie rozpoczęłam studiów, nawet nie jestem pełnoletnia. Czy istnieją jakieś realne szanse, na to, żebym mogła zrobić te zdjęcia?
Pozdrawiam serdecznie,
Paulina.

Fotografia koncertowa jest jedną z moich ulubionych dziedzin fotografii. To chyba wynika z mojego zamiłowania do muzyki. O moich fotograficznych początkach pisałem już w Poradniku Fotografa.
Paulina wpadła na pomysł, żeby zadebiutować na koncercie jako fotograf. Niektórym wydaje się, że fotografia koncertowa jest poza tym, że jest efektowna, jest również łatwa i przyjemna. Niestety nic bardziej mylnego. Dlaczego?
Po pierwsze: na koncertach zawsze są trudne warunki oświetleniowe. Światło albo dynamicznie się zmienia albo jest go za mało. Niestety często się zdarza jedno i drugie, a użycie lampy błyskowej nie wchodzi w rachubę. Pierwsze jej użycie może skończyć się wyprowadzeniem przez ochronę z koncertu. Fotograf musi nie dość, że posiadać dość dobry i, co za tym idzie, drogi sprzęt, to musi jeszcze wykazać się nie lada znajomością zasad fotografii takich, jak np. sprawny pomiar światła, jak również niezłym refleksem i wyczuciem kompozycji oraz przewidywaniem tego, co może się wydarzyć na scenie.

Po drugie: bardzo rzadko się zdarza, że fotografować można podczas całego koncertu. Przeważnie można robić zdjęcia tylko podczas pierwszego utworu. Czasami organizatorzy zgadzają się na trzy utwory. No i tu pojawia się presja czasu. Pod sceną kłębi się tłumek fotoreporterów i przepychając się między nimi ma się na wykonanie dobrego zdjęcia kilka minut. Czasami przypadek może ten czas jeszcze bardziej skrócić i utrudnić zadanie. Zdarzyło mi się kiedyś, że miałem na fotografowanie tylko pierwszy utwór, a wokalistce nie włączono mikrofonu. Zachowała się bardzo przytomnie i wycofała się w tył sceny do mikrofonu jednego z gitarzystów. Niestety to było miejsce fatalne do fotografowania. W końcu awarię usunięto, ale na zdjęcia została może z minuta. Zdarza się również, że nie dość, że czas jest ograniczony, to organizator nie zapewnia miejsca do fotografowania. Fotografowanie z tłumu wymaga naprawdę dobrego sprzętu i dużego doświadczenia.
Po trzecie dostać akredytację na koncert nie pracując dla poczytnego czasopisma jest trudno. Starając się o pozwolenia na fotografowanie trzeba wykazać się przed organizatorem, że nie jest się pierwszym lepszym Iksińskim. To wcale nie znaczy, że trzeba mieć legitymację prasową, choć czasami jest ona faktycznie wymagana. Nigdy nie pracowałem na etacie dla gazety i nigdy tego nie chciałem. Wolałem fotografować dla agencji fotograficznej. Spotkałem się również z tym, że organizatorzy z założenia nie udzielali akredytacji agencjom fotograficznym. I nie pomagało to, że była to najlepsza w Polsce agencja i zdjęcia ukazywały się w największych polskich czasopismach.
Myślę, że jeżeli ktoś chce koniecznie zdobywać fotoreporterskie szlify na koncertach, to powinien zacząć od rzeczy łatwiej dostępnych. Niech to będą małe koncerty, gdzie można spokojnie fotografować przez cały czas trwania koncertu. Najpierw niestety konieczne jest porządne zapoznanie się z możliwościami aparatu i techniką fotografowania, bo tu żadna programowa automatyka aparatu sobie nie poradzi.

Podsumowując: fotografia koncertowa to ciężki kawałek chleba. Jeśli ktoś myśli o tym zawodowo, to pojawia się kolejne rozczarowanie. W Polsce nikt takiej fotografii nie docenia. Spotkałem się ze stwierdzeniami, że na koncercie to sobie każdy poradzi. Co gorsza to były słowa pani fotoedytor pewnej gazety związanej ze sceną. Wychodziła chyba z założenia, że dobry fotograf to drogi fotograf ze znanym nazwiskiem. Gazeta szybko upadła, co wiele chyb mówi o słuszności tego poglądu.
Dlaczego więc fotografuję koncerty, skoro to trudne i nieopłacalne? Odpowiedź jest prosta. Bo lubię:) A dodatkowo zrobienie dobrego zdjęcia w niesprzyjających warunkach daje podwójną satysfakcję.
Oczywiście na koniec zapraszam na moją stronę poświęconą koncertom www.PhotoLive.pl.





