Włochy - dziennik z podróży cz.1
| Podróże z aparatem |
Rozpoczynam cykl wpisów wspominających moją podróż po Włoszech w 2008 roku. Teksty te były bezpośrednią relacją z podróży na moim dawnym blogu. Teraz przyszedł czas na ich odświeżenie.
poniedziałek, 29 września 2008
Włochy - zaczynamy!
Dotarliśmy już do Viterbo. Nie poszło łatwo. Do Rzymu dotarliśmy bezproblemowo, ale trudniej było z pociągami. Zorientowanie się w który pociąg wsiąść i gdzie z niego wysiąść wymagało nie lada ekwilibrystyki umysłowej. Niestety nie mieliśmy bezpośredniego połączenia z Rzymu do Viterbo więc mogliśmy zapoznać się z włoską koleją dojazdową. Na pierwszy rzut oka poza dużą ilością schodków w wagonach, nie różni się od naszej.
Zjedliśmy dziś chyba najdroższą kolację w swoim życiu. Wszystko już było pozamykane więc byliśmy skazani na hotelową restaurację. Za jedyne 10 euro można zjeść tu kawałeczek piersi kurczaka, choć sądząc po wielkości to był to najwyżej gołąbek i to chyba zagłodzony. Strach pomyśleć ile kosztowałby cały kurczak normalnej wielkości.
Za to kelner starał się być miły i opowiadał nam chyba o dziewczynie swojego brata i ich dzieciach, którzy mieszkają w Polsce. Jego angielski był tak świetny jak nasz włoski więc rozmowa kleiła się doskonale ;)
Jutro zaczynamy zwiedzanie. W planach mamy mogiły Etrusków w Tarquinii. O ile je znajdziemy ;)

Więcej zdjęć z Tarquinii http://syrjus.pomoto.com/75206
czwartek, 2 października 2008
Tuscania w Lacjum.
W chwili, gdy to piszę, nie wiem jeszcze jaka będzie przepustowość internetu w nowym miejscu naszego pobytu. Zgodnie z planem wyprowadziliśmy się z Viterbo do San Martino Al Cimino. Magda spędza tu czas służbowo, a ja mam zamiar zwiedzać okolicę.
Zanim wyprowadziliśmy się całkiem z Viterbo, postanowiliśmy zwiedzić Tuscanię, przez którą przejeżdżaliśmy w drodze do Tarquinii. I naprawdę było warto. Tuscania nieco myli swoją nazwą. Nie leży ona w znanej wszystkim Toskanii, lecz w Lacjum. Nie zmienia to jednak faktu, że to przepiękne miejsce. Zwiedziliśmy w zasadzie tylko stare miasto, ale i tak zajęło mam to kilka godzin.
Tuscania to miejscowość położona na mocno pagórkowatym terenie. Zwiedzanie jej wiązało się z ciągłym chodzeniem wąskimi uliczkami to w górę, to w dół. Jednak pod tym względem chyba niewiele różni się Tuscania od innych miasteczek w tej okolicy. Samo stare miasto ma 11 miejsc szczególnie polecanych do zwiedzania.


Niestety nie udało nam się wszystkich zobaczyć, ponieważ skutecznie spowalniały nas zachwycające "zwykłe" zakątki tego miasteczka. Aparatów fotograficznych w ogóle nie chowaliśmy do toreb. Idąc za nami można było tylko co chwilę usłyszeć: "Hyyyy! (głośny wdech związany z zachwytem)! Zobacz to!". I tak przez kilka godzin.
Ważniejszymi zabytkami, które odwiedziliśmy, były bazyliki San Pietro i Santa Maria Maggiore. W obu niestety obowiązywał zakaz fotografowania. W pierwszej zrobiliśmy po cichu zdjęcia tylko w podziemiach. Natomiast w drugiej pilnujący wnętrza młody człowiek, widząc nas dość długo dyskutujących na temat malowideł na ścianach, a do tego nieprzeciętnie obwieszonych sprzętem fotograficznym (obydwoje z lustrzankami, a ja dodatkowo ze sporą torbą fotograficzną i z przywiązanym do niej statywem) podszedł i powiedział, że możemy bez problemu fotografować. Poprosił jedynie o nie używanie lampy błyskowej. Użycie jej byłoby zresztą zwykłym barbarzyńskim zabiciem klimatu tego niesamowitego miejsca. Gdy nieco ochłonąłem z radości, że możemy swobodnie fotografować, zacząłem się zastanawiać, co czuł ten człowiek widząc nas. W chwili gdy nam pozwolił na robienie zdjęć, błyskawicznie zmieniliśmy czułość w aparatach. Staliśmy na środku bazyliki dość dość blisko ołtarza. Szybko zrobiliśmy kilka kroków w tył i obydwoje zrobiliśmy zdjęcie całej ściany z ołtarzem, a następnie prawie rozbiegliśmy się w przeciwnych kierunkach. Zaczęło się kluczenie między filarami i szukanie najciekawszych ujęć i dobrego światła. Poza nami i pilnującym bazyliki człowiekiem nie było tam nikogo. To były idealne warunki do fotografowania.
Po tym wszystkim postanowiliśmy wracać do Viterbo. Przecież czekała nas jeszcze podróż z bagażami do San Martino Al Cimino. Jednak przed powrotem chcieliśmy jeszcze coś zjeść. I tu niespodzianka. Wszystko jest pozamykane. Wszystkie restauracje itp. czynne są w godzinach 9-15:30 i 19:30-23. A było akurat koło 16. Nie było rady. Ruszyliśmy na przystanek z nadzieją, że znajdziemy coś do jedzenia w Viterbo. Jakieś 50 metrów od przystanku natknęliśmy się na drogowskaz do zabytkowej nekropolii. Nie zastanawiając się zbyt długo ruszyliśmy we wskazanym kierunku. Dopiero po kilku minutach dość szybkiego marszu zdaliśmy sobie sprawę z tego, że nie wiemy jak długa czeka nas droga. Na szczęście po około 20 minutach staliśmy już pod bramą nekropolii. I niestety tylko pod bramą. Ten obiekt, podobnie ja wszystkie pizzerie i sklepy w okolicy, okazał się zamknięty. Na bramie nie widniała żadna informacja o godzinach otwarcia lub czymkolwiek innym związanym ze zwiedzaniem. Nie mając alternatywy, ruszyliśmy z powrotem w stronę przystanku. Słońce dawało nam się coraz bardziej we znaki. Zmęczeni wsiedliśmy do autobusu i wróciliśmy do Viterbo.
Przeprowadzka do nowego hotelu odbyła się bez problemów. Hotel znajduje się przy głównej drodze biegnącej przez miasteczko. Wchodząc do niego wchodzi się od razu na trzecie piętro. Niższe piętra odsłonięte są tylko od drugiej strony. Wygląda na to, że miasteczko znajduje się na zboczu góry.
Dziś przerwa na leczenie ran wycieczkowych. Za dużo słońca i za duże tempo jak na początek. Może jedynie jakiś mały spacer po San Matrtino Al Cimino... Zobaczymy.
Mam nadzieję, że tutaj internet będzie sprawniejszy i będę mógł swobodnie umieszczać nowe zdjęcia w galeriach. Podłączenie się tu do internetu wymaga podpisania jakiegoś dziwnego oświadczenia i do tego trzeba się wylegitymować. Obsługa hotelu tłumaczy, że to przepisy antyterrorystyczne. Internet jest jednak bezpłatny co jest dużym plusem. Niestety okazuje się, że nie mogę się połączyć ze swoimi stronami. Są też problemy z pocztą. Mój provider twierdzi, że to jakieś ograniczenia międzynarodowe. Podobnie mam problem z wrzucaniem zdjęć do galerii pomoto.com. Sprawę ratuje gmail i galerie Picasa (edit: teraz już
nie używam Picasy. W takich przypadkach wybieram Flickera).
Przypomniało mi się jeszcze o ciekawostce. Zaskoczyło nas tutaj umiejscowienie stacji benzynowych. Praktycznie wszystkie stoją przy samej jezdni, na chodniku (jedna z nich jest na zdjęciu w galerii z Tuscanii). Jedną widzieliśmy nawet stojącą jakieś 5 metrów przed rondem.

Więcej zdjęć z Tuscanii http://syrjus.pomoto.com/75454




