Fotograf wśród kormoranów i nowy początek
| Podróże z aparatem |
To był kolejny dzień urlopu w nadmorskich Kątach Rybackich. Wszyscy znów wybrali się na plażę. Ja oczywiście nie. Jakoś wcześniej nie wpadłem na pomysł, żeby poszukać innych turystycznych atrakcji niż plaża, więc postanowiłem nadrobić to teraz. Okazało się, że w okolicy jest rezerwat kormoranów. Ponieważ nie wiedziałem dokładnie gdzie on jest, postanowiłem wybrać się na jego poszukiwania dopiero po obiedzie.
Po sutym posiłku plażowicze poszli spać. Słońce chyba dało im się we znaki. Tymczasem ja zapakowałem do plecaka wodę, zabrałem aparat i ruszyłem w las. Nie miałem mapy, ale widziałem na miejscowej tablicy, gdzie mniej więcej znajduje się rezerwat. Liczyłem, że moc i fotograficzna pamięć pozwolą mi dojść do celu. Nigdy nie byłem w podobnym miejscu i miałem nadzieję, że uda mi się zobaczyć chociaż ze trzy kormorany. Gdy dotarłem na miejsce było mi trudno uwierzyć w to, co zobaczyłem.

Przez całą drogę do rezerwatu minąłem tylko dwie osoby. Miałem wątpliwości, czy w ogóle idę w dobrym kierunku. Taka atrakcja powinna przyciągać tłumy. Wszystko wskazywało na to, że tam po prostu nie ma co oglądać. W pewnym momencie las po lewej stronie trochę się zmienił. Drzewa wydawały się trochę bardziej zacieniać okolicę. Zaciekawiło mnie to i ruszyłem wgłąb pierwszą napotkaną ścieżką. Z każdym krokiem wyraźniejsze stawały się dziwne pojedyncze odgłosy. Gdy zobaczyłem prześwit i wyjście na polanę skąpaną w popołudniowym słońcu, już wiedziałem, że te tajemnicze odgłosy to kormorany.

Wejście do rezerwatu było niczym wejście do zupełnie innego świata. Setki zniszczonych drzew i tysiące siedzących na nich kormoranów. W zasięgu wzroku ani jednego człowieka, cisza przerywana jedynie gdakaniem ptaków i od czasu do czasu trzepotaniem skrzydeł. Gdzieś w oddali słychać było niesione wiatrem odgłosy morza. Stałem w osłupieniu dłuższą chwilę. Gdy się nieco otrząsnąłem wyjąłem aparat i zacząłem fotografować.

Podczas tamtego wyjazdu wracałem tam jeszcze kilkakrotnie. Byłem tam o świcie, o zachodzie słońca, w środku dnia. Tam znalazłem swój azyl. Siadałem na trawie i wpatrywałem się w ptaki. Było tak spokojnie, że aż nie chciało się opuszczać tego miejsca. I o dziwo, ani razu nie spotkałem tam nikogo.
Tamten wyjazd nauczył mnie, że gdziekolwiek się jedzie, warto poczytać przed wyjazdem co ciekawego oferuje okolica, do której się zmierza.
Takiego klimatu jak w tym rezerwacie, nie spotkałem jak dotąd nigdzie. Pierwsze miejsce, jakie odwiedziłem ze swoją żoną, to były właśnie Kąty Rybackie. Po prostu musiałem jej pokazać rezerwat kormoranów - jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Polsce. Od tej wyprawy zaczęło się nasze wspólne życie i nasze wspólne podróżowanie. Ale to już zupełnie inna historia.





