Jak przerodziłem się w koncertowe zwierzę
| Opowieści dziwnej treści |
Jeszcze zanim zrezygnowałem z fotoreporterskiego biegania, trafiłem z aparatem na koncert. Pierwszy, jaki fotografowałem, jakoś specjalnie mnie nie poruszył. Bakcyla złapałem dopiero, gdy pojechałem na Metalmianię 2005 do Katowic. To była muzyka najbliższa moim gustom, więc czułem się tam doskonale. 14 godzin muzyki i 11 sfotografowanych koncertów. To właśnie tam zachorowałem na koncertomanię. Widzieć każdy grymas twarzy artysty, każdą kroplę potu, każde uderzenie w struny gitary. Muzyka na żywo to zupełnie inne przeżycie niż słuchanie w domu.
Po powrocie z Katowic wiedziałem, że chcę to robić. Przez jakiś czas fotografowałem koncerty dla agencji Forum. Z różnych przyczyn musiałem zająć się innymi rzeczami i koncerty zostawiłem na jakieś dwa lata.
Zatęskniłem za muzyką na żywo i zacząłem chodzić znów na muzyczne imprezy, ale nie służbowo. Jednak za każdym razem, gdy patrzyłem na fotografów pod sceną, coś mnie ściskało w środku. Po jednym z koncertów wróciłem do domu, siadłem do komputera, wygrzebałem z archiwum wszystkie swoje koncertowe zdjęcia i stworzyłem www.PhotoLive.pl. Wróciłem do koncertowego fotografowania, ale już nie dla agencji, tylko pod własnym szyldem. Niestety mój serwis nie jest jeszcze zbyt znany i liczący się na rynku, więc miewam czasami problemy z otrzymaniem akredytacji, ale jednak sporo koncertów udaje mi się zobaczyć.
Zatęskniłem za muzyką na żywo i zacząłem chodzić znów na muzyczne imprezy, ale nie służbowo. Jednak za każdym razem, gdy patrzyłem na fotografów pod sceną, coś mnie ściskało w środku. Po jednym z koncertów wróciłem do domu, siadłem do komputera, wygrzebałem z archiwum wszystkie swoje koncertowe zdjęcia i stworzyłem www.PhotoLive.pl. Wróciłem do koncertowego fotografowania, ale już nie dla agencji, tylko pod własnym szyldem. Niestety mój serwis nie jest jeszcze zbyt znany i liczący się na rynku, więc miewam czasami problemy z otrzymaniem akredytacji, ale jednak sporo koncertów udaje mi się zobaczyć.


Fotografowanie na koncertach nie jest łatwe głównie z przyczyn organizacyjnych. Na zdecydowanej większości koncertów jest w ogóle zabronione. Jedyne, co można zrobić, to pstrykać telefonem z tłumu i czasami tak właśnie robię. Pisałem o tym we wcześniejszych wpisach. Jeżeli miałbym komuś doradzić jak się dostać z aparatem pod scenę, to są dwa sposoby. Pierwszy jest łatwiejszy. Wystarczy szukać małych koncertów, gdzie nikt nie ma nic przeciwko fotografowaniu. Drugi sposób to znaleźć jakąś redakcję, która będzie zainteresowana współpracą. Jednak do tego trzeba mieć już czym się pochwalić. Ja najpierw fotografowałem koncerty dla agencji, co otwierało mi wiele drzwi, a swój serwis mogłem założyć tylko dlatego, że miałem już naprawdę spore archiwum i było czym się pochwalić.


Jak tylko uruchomiłem www.PhotoLive.pl, ruszyłem "z kopyta" i w pierwszym tygodniu byłem na ośmiu koncertach. Później trochę zwolniłem, bo taka ilość koncertów może zmęczyć, a przecież robię to dla przyjemności. Wakacje to sezon na festiwale i niestety, mając inne zajęcia, nie mogę sobie pozwolić na niektóre koncerty wyjazdowe, a na niektóre po prostu nie dostaję akredytacji. Jednak staram się śledzić wydarzenia muzyczne i na pewno relacje z wielu z nich ukażą się na mojej koncertowej stronie internetowej.




