W rękach Boga
| Fotografia w filmie |
„Więc chcesz pływać na desce... i fale, tam gdzie mieszkasz są całkiem niezłe. Zaczynasz robić postępy... Opowiedz mi o tej fali z dalekiego kraju, którego nazwy nie potrafisz nawet wymówić. Co potem? Jak daleko jesteś gotów się posunąć? Czego jesteś w stanie się wyrzec? Jak dobry chcesz naprawdę być?”
Pierwszy raz widziałem ten film kilka lat temu w kanale HBO. Zachwycił mnie od pierwszego razu i wracałem do niego jeszcze kilkakrotnie. Nie surfuję i nigdy to mnie nie ciągnęło, a jednak w moim osobistym rankingu filmów ten jest w ścisłej czołówce. Dlaczego? Niesamowity klimat, malownicze zdjęcia i przede wszystkim to, co najważniejsze, czyli przesłanie filmu. Pokazanie jak wiele człowiek jest w stanie poświęcić dla swojej pasji. Czy poświęcenie wszystkiego jest słuszne? Film nie daje odpowiedzi, lecz zadaje pytania.
Dlaczego piszę o tym filmie? Jedną z postaci filmu i narratorem jest fotografujący dziennikarz. Jest niczym wszechmogący mędrzec i anioł stróż ludzi, którzy wiedzą czego chcą od życia i nie boją się dążyć do celu. Sam nie surfuje, ale zawsze jest w pobliżu. Z jednej strony zdaje się szukać odpowiedzi na pytanie „co kieruje ludźmi pochłoniętymi pasją”, a z drugiej zdaje się dokładnie znać ich naturę, gdyż zarówno surferzy, jak i on sam wiodą tak naprawdę bardzo podobne życie.
Jeśli ktoś powie Ci, że "W rękach Boga" jest filmem o surfingu - nie wierz mu:) Nawet jeśli surfing nie interesuje Cię, obejrzyj ten film koniecznie.




