Fotograficzne zaćmienie Słońca
| OldSchool |
Był 11 sierpnia 1999 roku. Dzień zaćmienia Słońca. Nie nastawiałem się na jego fotografowanie. Nie wiedziałem jak się za to zabrać. Nie miałem potężnych obiektywów, specjalistycznych filtrów ani nadmiaru gotówki na eksperymenty. To były czasy, kiedy nikomu nie marzyły się jeszcze aparaty cyfrowe i każde "pstryknięcie" było wydatkiem. Miałem zamiar tylko spokojnie obejrzeć zjawisko, jednak gdy przedstawienie się zaczęło, nie wytrzymałem. Miałem pod ręką tylko dwa filmy.
Jeden czarno-biały, drugi slajd. Włożyłem do aparatu pierwszy z nich, a zamiast filtru użyłem prześwietlonych negatywów. 36 klatek naświetliłem w kilka minut. Czyste niebo nie wnosiło nic ciekawego i jak się potem okazało - cały film zmarnowałem. Kiedy Słońce zaczęło się już wyłaniać, nagle zachmurzyło się i obłoki w połączeniu z niesamowitym światłem zaczęły tworzyć obrazy, jakich nigdy wcześniej nie widziałem i nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić.Bez zastanowienia sięgnąłem po slajd i załadowałem go do aparatu. Kształty zmieniały się z sekundy na sekundę. Słońce wyłaniało się i znów chowało, przez co musiałem co chwilę zmieniać nastawienia aparatu. Opanowałem emocje i skupiłem się na tym co widzę, na obserwacji chmur i tym, jak wyłania się i chowa Słońce. Kolejne 36 klatek naświetlone. To był ostatni film. Resztę słonecznego spektaklu obejrzałem w spokoju.
Zdenerwowanie przyszło trochę później. Przecież nie miałem pojęcia czy zdjęcia mi wyszły, czy nie. Na wyniki musiałem poczekać jeszcze dwa dni. Wywołane klisze wyciągnąłem jeszcze w zakładzie foto. Czarno-biały negatyw okazał się całkowicie bezwartościowy. Jednak slajd dał mi nadzieję. Dobrze wyszło tylko jedno zdjęcie. Niektórzy oglądając je mówili "Ale fajny księżyc", ale mi to nie przeszkadzało. To zdjęcie dało mi naprawdę dużo radości.
Teraz już nie pamiętam jakich parametrów użyłem, ale to chyba nie ma żadnego znaczenia. To wydarzenie nauczyło mnie, że nie należy przedwcześnie się poddawać i trzeba mieć trochę więcej wiary w siebie.
Zdenerwowanie przyszło trochę później. Przecież nie miałem pojęcia czy zdjęcia mi wyszły, czy nie. Na wyniki musiałem poczekać jeszcze dwa dni. Wywołane klisze wyciągnąłem jeszcze w zakładzie foto. Czarno-biały negatyw okazał się całkowicie bezwartościowy. Jednak slajd dał mi nadzieję. Dobrze wyszło tylko jedno zdjęcie. Niektórzy oglądając je mówili "Ale fajny księżyc", ale mi to nie przeszkadzało. To zdjęcie dało mi naprawdę dużo radości.
Teraz już nie pamiętam jakich parametrów użyłem, ale to chyba nie ma żadnego znaczenia. To wydarzenie nauczyło mnie, że nie należy przedwcześnie się poddawać i trzeba mieć trochę więcej wiary w siebie.




